Rodzinna awantura w eleganckim salonie - „Bóg mordu” rozgrzał Skawinę

Rodzinna awantura w eleganckim salonie - „Bóg mordu” rozgrzał Skawinę

FOT. CKiS Skawina

W skawińskim Pałacyku „Sokół” zrobiło się ostatnio gęsto od słów, spojrzeń i niewypowiedzianych pretensji. „Bóg mordu” Yasminy Rezy bierze na warsztat bardzo zwyczajny punkt zapalny - dziecięcą bójkę - i pokazuje, jak szybko grzeczna rozmowa potrafi zamienić się w emocjonalną przepychankę. 🙂

  • W „Bogu mordu” jedna rozmowa wystarczy, by elegancja zaczęła się sypać
  • Teatr Bez Rzędów zagrał ostro, zabawnie i bez uciekania od niewygody
  • Spektakl, który przypomina, jak cienka jest granica między kurtuazją a wybuchem

W „Bogu mordu” jedna rozmowa wystarczy, by elegancja zaczęła się sypać

Na początku wszystko wygląda rozsądnie. Weronika i Michał przyjmują w domu Anetę i Alana, bo trzeba spokojnie porozmawiać o incydencie między ich synami. Taki klasyczny, dorosły scenariusz - trochę napięcia, trochę dyplomacji, odrobina skruchy. Tyle że wystarczy wejść w szczegóły bójki, by cały ten uprzejmy porządek zaczął pękać.

Wystarczy wspomnieć o chłopcu z kijem i dwóch wybitych zębach, by rozmowa skręciła w stronę pretensji, ironii i coraz mniej kontrolowanych złośliwości. Z każdą minutą mieszczańska kurtuazja słabnie, a spod niej wychodzi coś znacznie bardziej surowego. Na scenie robi się ciasno nie tylko od ludzi, ale i od napięcia. Mieszkanie staje się miejscem, gdzie każde zdanie może odpalić kolejną rundę konfliktu.

Reza trafnie rozgrywa ten moment, w którym kultura przestaje działać jak tarcza. Bohaterowie mówią o dzieciach, ale tak naprawdę bronią własnego wizerunku, dumy i pozycji. I właśnie dlatego ten tekst działa tak mocno - bo pod eleganckim kostiumem pokazuje znajome ludzkie odruchy, te mniej wygodne, ale bardzo prawdziwe.

Teatr Bez Rzędów zagrał ostro, zabawnie i bez uciekania od niewygody

W skawińskim pokazie Teatru Bez Rzędów śmiech mieszał się z lekkim zażenowaniem, a chwilami także z zadumą. Twórcy postawili na tempo i wyraźne aktorskie tarcie, dzięki czemu ta gorzka komedia naprawdę żyła na scenie. Absurd gonił absurd, pojawiały się niemal slapstickowe sytuacje, a wśród oskarżeń i docinków przewijały się coraz bardziej karkołomne spory - nawet o prawa chomika.

Mocno wybrzmiały role Dominiki Guzek jako Anety i Małgorzaty Hachlowskiej jako Weroniki. Po drugiej stronie sceny dobrze wybrzmiewali Łukasz Pracki jako Alan i Lech Walicki jako Michał, który jednocześnie wyreżyserował spektakl. To właśnie dzięki temu czwórkowemu zderzeniu całość miała rytm, napięcie i sporo aktorskiej energii.

Warto też zanotować nazwiska stojące za całością: scenografia - Małgorzata Zwolińska, przekład - Barbara Grzegorzewska. To zestaw, który zbudował wieczór nie tylko sprawny formalnie, ale przede wszystkim żywy i dobrze skrojony pod publiczność.

Spektakl, który przypomina, jak cienka jest granica między kurtuazją a wybuchem

„Bóg mordu” nie udaje lekkiej komedii o rodzicielskich sporach. To raczej błyskotliwa rozbiórka ludzkiej hipokryzji, podana z ironią i bez litości dla dobrze wychowanych póz. Najpierw rozmawiamy o dzieciach, potem o zasadach, a na końcu o sobie - i właśnie tam zaczyna się najciekawsza część tej historii.

To był pierwszy występ Teatru Bez Rzędów w Pałacyku „Sokół”. Po takim wieczorze łatwo mieć nadzieję, że nie ostatni. Bo kiedy teatr trafia w codzienny nerw mieszkańców tak celnie, Skawina słucha uważniej. 🎭

na podstawie: CKiS Skawina.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (CKiS Skawina). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.